podróż, cz.1

Dużo rzeczy się zdarzyło na zakończenie tamtego roku. Mój trip, próba wplątania mnie w trójkąt przez znajomego, fantastyczny sylwester. Dostałam podwyżkę w pracy, zaczęłam wartościować lepiej znajomości. Jednak dalej jestem zagubiona.

Kilka dni temu wróciłam do domu po mojej pierwszej podróży zagranicę w pojedynkę. Była to dla mnie próba, sprawdzająca, czy dam sobie radę. Nie byłam w stanie spać w nocy już na tydzień przed wyjazdem, stresowałam się wszystkim, dodatkowo nakręcana przez otoczenie negatywnymi obrazami, które malowali w mojej głowie. Wiedziałam, że się nie poddam, muszę to zrobić. Czułam także ekscytację, na czekającą mnie przygodę. Coś w kościach mówiło mi, że będzie niesamowicie.

Pierwszy dzień, pierwsze wrażenia – ciepło, przyjemnie. W Polsce mrozy, -15 stopni, a tu czuć wiosnę. Miasto ukazało się przed moimi oczami kipiące elegancją i bogactwem. Różnica między tym, co znałam, a tym, co widziałam była ogromna.

Metro, tupot setek nóg, jednak trafiłam bez problemu. W metrze siedziałam jak na szpilkach, nasłuchiwałam lektora, oznajmiającego moją stację. Przyglądałam się ludziom, zastanawiałam się, czy czują, że jestem nowa, że nie jestem stąd. Pewnie się nad tym nie zastanawiali, bo zróżnicowanie kulturowe w tym jednym wagonie było ogromne.

Trochę się zgubiłam w drodze do hostelu, ale dzięki gpsowi dałam radę tam trafić. Czytałam o nim okropne opinie, dzięki którym bardzo przyjemnie się zaskoczyłam wyglądem mojego pokoju. Było skromnie, ale czysto i przytulnie, ciepło. Miałam widok na paryskie dachy.

Nawet nie spoczęłam, od razu pobiegłam do sklepu po jedzenie na szybko i butelkę pierwszego prawdziwego francuskiego wina. Wzięłam jedyne na zakrętkę, gdyż na lotnisku wywalili mój korkociąg.

Zapakowałam wino do mojego worka na plecy, w którym wyglądałam jak Włóczykij i pobiegłam na miasto. Był piątek. Gwar ludzi dookoła był bardzo przyjemny dla moich oczu i uszu. Minęłam Bastylię, operę, ogromne wesołe miasteczko w centrum miasta. Szłam przed siebie uśmiechnięta, szczęśliwa, podekscytowana. Było niesamowicie.

Przechodząc przez most moim oczom ukazała się elewacja Notre Dame, widoczna już z daleka, pięknie podświetlona. Zupełnie nie spodziewałam się jej w tamtym miejscu, temu przystanęłam zaczarowana i poczułam, jak do oczu napływają mi łzy. To było jak spełnienie marzeń.

Idąc wzdłuż rzeki co chwilę przystawałam, obserwując bacznie detale i nie mogąc się doczekać, aż zobaczę całość z bliska. Spodziewałam się tłumu turystów, ale plac przed katedrą był względnie pusty. Większość ludzi stanowiły zakochane pary. Przycupnęłam na bloku kamienia i pociągałam łyczki wina myśląc, że jestem w niebie. Po jakimś czasie zmieniłam miejsce, wybrałam bardziej oddalone, by ogarnąć całą fasadę wzrokiem i policzyć rzeźby króli. Szukałam w głowie wszystkich informacji o tej budowli, próbując przenieść je na rzeczywistość.

W pewnym momencie mój nastrój się zmienił. Pomyślałam, jaka jestem szczęśliwa i zrobiło mi się smutno, że nie mam nikogo obok, żeby się tym podzielić. Wspomniałam mojego byłego chłopaka, zastanawiając się, co by poczuł, gdyby był tu teraz ze mną i do oczu po raz kolejny napłynęły mi łzy. Przechodzący obok mężczyzna w tym samym momencie wyczuł chyba moją chwilę słabości, bo spojrzał na mnie i powiedział:

-Bonsoir madame!

Spytałam, czy mówi po angielsku. Przysiadł się, poczęstowałam go winem z mojego worka. To było takie dziwne, jak gdyby Katedra wysłuchała mojego smutku i zesłała go w tym samym momencie. Dyskutowaliśmy o jej uroku, potem tematy zeszły na nas samych. Przyglądałam mu się wesoło, miał włosy całkiem siwe, jednak był przystojnym i o dziwo młodym mężczyzną. Poszliśmy do sklepu po kolejne wino i ser, on zapłacił. Ekspedient poradził sobie z korkiem i dorzucił nam kubeczki. Wróciliśmy w to samo miejsce. Było dość zimno, oboje się trzęśliśmy.

Pocałował mnie i powiedziałam, że pora do hostelu wracać. Odprowadził mnie pieszo, pokazując urok paryskich uliczek nocą. Zachowywaliśmy się radośnie, jak para pijanych, zauroczonych gówniarzy, robiliśmy zdjęcia, szliśmy pod ramię i mówiliśmy, jak fajnie, że na siebie wpadliśmy. On nieśmiało snuł plany o przyszłości, zaproponował, bym wzięła rzeczy z hostelu i przeniosła się do niego, to poczuję się jak w domu. Wyśmiałam tę spontaniczną ofertę i pożegnałam się z nim dziękując za czas spędzony razem. Czułam, że już się nie spotkamy więcej.

Następnego dnia obudziłam się o piątej nad ranem i w głowie miałam mętlik. Alkohol sprawia, że źle mi się śpi, ale dodatkowo doszła do tego ekscytacja i wrażenia, po pierwszej nocy w Paryżu. Myśli galopowały, czułam, że coś się zmienia. W środku mnie samej, czułam, że jestem gotowa porzucić moje dotychczasowe życie i spróbować czegoś innego. W obcym kraju, całkiem sama, czułam, że jestem wolniejsza niż kiedykolwiek. Szczęście wypływało z tego, co miało nadejść, nie bałam się.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>