Bez tytułu

[17.03]

Zastanawia mnie, czy kiedykolwiek przyjdzie dzień, gdy pożegnanie stanie się czystą formalnością, daleką od cierpienia. Logiczny wniosek, koniec znajomości. I zostają tylko miłe wspomnienia.

Mój tatuaż nieustannie ma mi przypominać, że ludzie przychodzą i odchodzą – że nic nie jest stałe, ale trzeba korzystać z momentów, gdy są obok. Nic nie będzie trwało wiecznie.

Gdybym chciała, nie robiłabym sobie kłopotów. Odrobina asertywności, odepchnięcie niektórych z naszego życia. Może trochę będzie mniej kolorowe, ale oszczędzi wielu przykrych chwil.

Mimo to ciągle kogoś przyciągam, ciągle ktoś się pcha. Niektórzy odpadają w przedbiegach, niektórzy nie rozumieją słowa „nie”.

Moje paryskie zauroczenie było tu, w Warszawie. Pojechałam na lotnisko z głową pełną myśli – jak będzie? Tyle czasu razem, dawno z nikim tak nie miałam. Czy będzie niezręcznie? Czy dobrze go zapamiętałam? Minął miesiąc.

Czekając na taksówkę nie mogliśmy się od siebie oderwać, ciągle patrzyliśmy się sobie w oczy. Pogoda tutaj była fatalna. Przez cały jego pobyt. Dużo drzemaliśmy, przytulaliśmy się. Pewnej nocy obudził się z krzykiem, gdy zdrętwiała mu ręka. Nie pamiętam, czy kiedykolwiek w życiu obudziłam się z takim przerażeniem, które przemieniło się w śmiech, gdy odkryłam komizm sytuacji.

Uwielbiam jego ciepły uśmiech, czarne jak węgle oczy i włosy. Strasznie lubiłam gładzić jego krótki zarost na twarzy. Jego ekspresyjne brwi są tak zabawne, gdy zgina je w łuki, jakby nieustannie się czemuś dziwił. Podobały mi się cienkie oprawki jego okularów na nosie i dołeczki w policzkach, gdy się śmiał.

I  wyjechał. Norma. Nie ma o czym nawet mówić. Nie ma na co czekać. Rozmawiamy dalej, ale do czego to prowadzi?

***

[7.05]

Poznałam go stosunkowo niedawno, spotkaliśmy się dwa razy. Nie romansujemy, myślę, że najbliżej można nas podpiąć pod określenie bratnich dusz. Zdaję sobie sprawę z romantyczności tego wyobrażenia, pewnie życie to później zweryfikuje.

Jest wysokim blondynem i ma bardzo dużo widocznych tatuaży. Pali na potęgę, jeden papieros za drugim. Myślę, że go to w pewien sposób uspokaja. Mówi szybko, dużo żartuje, prawie się nie uśmiecha. Ma zmęczone spojrzenie.

Nasza rozmowa zaczęła się dość nietypowo, od razu rzuciliśmy się na głęboką wodę z tematami. To chyba wyróżnia wyjątkowe znajomości. Rozmawialiśmy szczerze, z pewną dozą nieufności, ale w bardzo rozwijający sposób. Od czasu naszego pierwszego słowa do teraz, rozmawiamy codziennie, potrafimy wisieć godzinami na słuchawce.

Chyba nigdy nie widziałam, żeby ktoś tak cierpiał codziennie. Nie wierzy w swoją siłę, a ja mam jej namacalny dowód w postaci jego walki ze sobą. To przygnębiające, że nieraz ludzi dotyka choroba przysparzająca im tyle cierpienia. Staram się być jego wsparciem, choć niewiele czasem rozumiem.

***

Chyba już mówiłam, robię sobie przerwę od mężczyzn, związków, przygód. Czuję się w środku trochę wypalona i nie bardzo chcę zmieniać stan rzeczy. Rozczarowania ostatnich lat raczej popychają mnie ku świadomej samotności. Myślę, że dobrze mi to zrobi na jakiś czas. Otwieram głowę na inne rzeczy, dużo maluję. Skupiam się bardzo na przeżyciach wewnętrznych – niestety trochę odcinam się od ludzi. Może jestem skazana na życie samotnika.

Próbuję ułożyć sobie moje emocje w odpowiednim porządku i jakoś sobie z nimi poradzić. Wewnątrz czuję ogromne smutki i nierozwiązane problemy. Zastanawiam się poważnie nad terapią. Nie wiem, jak inaczej mogę sobie pomóc.

***

Poszliśmy wczoraj nad rzekę. Dzień był bardzo burzowy, niebo co chwilę dzieliło się od błyskawicy. Bardzo mi się to podobało, ulewa, opustoszałe miasto i ciepły dzień.

Siedzieliśmy pod mostem, trochę rozmawialiśmy. Pierwszy raz spotkaliśmy się sam na sam, wcześniej zawsze ktoś z nami był. Chyba bardziej go lubię, gdy nie próbuje nikomu zaimponować w towarzystwie. Czasami się zacinałam, nie wiedziałam co powiedzieć – nie wiedziałam też, czy jest sens coś mówić. Czasami chciałam coś dodać, ale on chyba czuł jakąś ekscytację z powodu tematu, bo mnie nie słuchał, często przerywał, albo nie kończył swojej wypowiedzi. Jednak to były drobiazgi, bo wieczór był naprawdę cudowny.

Patrzyłam na szybki nurt zielonej rzeki, na blask odbitych świateł na jej powierzchni. Niebo miało kolor zimnego granatu poprzetykanego jaśniejszymi niebieskimi chmurami. Gdy ulewa przeszła, postanowiliśmy zmienić miejsce. Zrobiliśmy sobie długi spacer w deszczu do parku. Mijaliśmy stare uliczki, podświetlane fontanny, przypadkiem nawet zabłądziliśmy. Po drodze zjedliśmy hot dogi, aż dotarliśmy do wspaniałej budowli na kształt rzymskiej świątyni. Osadzona na wzgórzu pięknego parku, który był prawie wyludniony, aż zachęcała, by się do niej wspiąć. Usiedliśmy na kamieniu, z kapturami na głowach, a deszcz coraz bardziej nas przesiąkał. Czułam, jak włosy mi się skręcają i puszą i jak wilgoć przylega do skóry. Nie przeszkadzało mi to w ogóle.

Długo jeszcze rozmawialiśmy. Lubię takie chwile.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>