Bez tytułu

Manipulacja drugim człowiekiem to bardzo trudna rzecz. W większości przypadków uważam, że jest nieetyczna, a osoby próbujące tych sztuczek od razu skreślam z życia, warto jednak przyjrzeć jej się z bliska i oswoić. A najlepiej to pojąć cały jej mechanizm.

Kluczem jest prezentacja samego siebie. Co chcesz wyrazić swoim wyglądem, jak chcesz zostać odebrany? Jednakże nie tylko wygląd ma znaczenie. Gesty i słowa podbijają moc wrażenia, które robimy swoją aparycją.

Drugą rzeczą jest wnikliwa obserwacja drugiej osoby i odkrycie jej potrzeb i lęków. Nie popieram wykorzystywania słabości drugiej osoby, by osiągnąć własne cele. To destrukcja, a destrukcja to zło.

Jedyną formą manipulacji, którą lubię jest manipulacja ludzkim osądem na mój temat i pierwszym wrażeniem. Na co dzień wydaję się być spokojną, poukładaną i kulturalną osobą, która cicho mówi, trochę jest nieśmiała. Ogromną satysfakcję dają mi rzeczy, które robię „po godzinach”. Nie są to rzeczy dobre, często autodestrukcyjne. Dużo eksperymentuję, próbuję nowości. Ciężko mi sobie wyobrazić siebie kilka lat temu, kiedy moje poglądy i podejście do życia było konserwatywno tradycjonalistyczne. To była piękna bujda, którą wmawiają nam od dziecka. Kreują jeden obraz idealnego życia, wmawiając, że o tym marzymy. Większość podąża tym schematem, bo jak inaczej? Nie znamy alternatyw. Próbując i poznając siebie dowiadujemy się, czego pragniemy i co powinniśmy naprawdę robić.

Dużo ostatnio myślę na temat filozofii życiowej, którą chciałabym podążać. Wypisałam parę punktów:

1. Wyzbycie się chciwych pragnień i nie doszukiwanie się korzyści dla siebie w żadnych sytuacjach.
2. Akceptacja śmierci.
3. Brak szybkich, pochopnych osądów i gwałtownych reakcji.
4. Życie z używkami, ale bez nałogów, trening silnej woli.
5. Znalezienie równowagi, skończeniewalki z samym sobąi pozbycie się autodestrukcyjnych zachowań.
6. Doświadczanie, nie materializm.
7. Świadomość niedoskonałości ludzkiej natury, szacunek do innych, ale z dystansem, nie przejmowanie się osądem innych.
8. Kontrola reakcji i zrozumienie własnych emocji.
9. Akceptacja siebie samego, zarówno w złych jak i dobrych chwilach.

Bez tytułu

Odezwął się z pytaniem, jak moje plany. Postanowiłam go zabrać ze sobą do pubu z moimi znajomymi. To dla mnie nowe doświadczenie, przyprowadzać osobę towarzyszącą, której nikt nie zna, jako kolegę. Jednak szybko się odnalazł, co było miłym zaskoczeniem. Zazwyczaj wydawał się dość spięty i wycofany, a wtedy czuł się bardzo swobodnie. Cieszy mnie to.

Po krótkim czasie postanowiliśmy uciekać do mnie. Dookołą było bardzo nastrojowo i świątecznie. Prószył śnieg, wokół zapalone lampki, a my w scenerii jak z bajki.

Nie wiem, czy film był pretekstem, czy on to planował? Patrzył na mnie długo i z bliska. Zbierał się na to, by mnie pocałować. Gdy nasze wargi się zetknęły, z początku delikatnie, postanowiłam go lekko zachęcić i się przybliżyłam.

Całowaliśmy się chyba do rana. Minęło kilka filmów, nie obejrzeliśmy żadnego. Obyło się bez seksu, jednak co najlepsze – spaliśmy ze sobą całą noc przytuleni.

Chrapał mi do ucha, nie mogłam zmrużyć oczu, jednocześnie upajałam się chwilą, kiedy czułam go tak blisko i mnie obejmował przyciśnięty twarzą do mojej szyi. Myślałam też, jak bardzo taka bliskość może być niebezpieczna.

Wyszedł następnego dnia, późnym popołudniem. Zastanawiam się, co dobrego z tego wyniknie.

Bez tytułu

Bodźce zewnętrzne mają niesamowity wpływ na moje samopoczucie. Motywują, kopią w tyłek pozytywnie, dodają sił do walki i wypełniają wewnętrzną pozytywną energią, którą zarażam innych. Po prostu promienieję. Zdarzają się oczywiście o wiele rzadziej, niż smutne momenty pełne braku poczucia, że jestem potrzebna.

Spędziliśmy razem jeden z najlepszych dni w moim życiu. Nasze pierwsze spotkanie było zabawne.

Był zmieszany i ogromnie zdystansowany, jednak odważnie patrzył mi w oczy, gdy siedzieliśmy obok siebie na krawędzi wanny paląc skręta. Teraz wiem, że to był błąd, bo nie potrafiłam z nim normalnie rozmawiać, nie potrafiłam przejrzeć, co w nim siedzi. A tak bardzo chciałam dowiedzieć się kim jest, bo od czasu naszej pierwszej rozmowy miałam głębokie przeczucie.

 

Ten dzień nadrobił tamto spotkanie. Rozmawialiśmy bardzo otwarcie o wszystkim, w końcu poczułam tę chemię, której tak długo szukałam. Czasami czułam się, jakbym patrzyła w lustro. Spotkanie go dodało mi tyle pozytywnych emocji, że czuję się uskrzydlona. Znowu było swobodnie, śmialiśmy się i rozmawialiśmy poważnie. Mam wrażenie, jakbym znała go od zawsze, miałam to wrażenie, zanim jeszcze się spotkaliśmy.

Obserwowałam jego profil i szybkie palce na klawiszach pianina. Nie spodziewałam się, że jest takim świetnym muzykiem. Miałam łzy w oczach przy jednym utworze. Czułam, że spełnia się jedno z moich marzeń, jestem zamknięta w jakiejś magicznej chwili. Na chwilę zapomniałam o całym świecie, liczył się tylko tamten moment, jego skupiona twarz, dźwięki, tempo. Nie miałam słów, gdy skończył i spojrzał mi w oczy szukając w mojej twarzy oceny jego gry.

Nie wiem, co wyrażała moja twarz, ale wiem, że on wiedział dokładnie co czuję.

Jestem tak zachwycona, że mnie to przeraża. Za często gości w moich myślach jego osoba i muszę trochę się oddalić, zanim cała się spalę.

Nie pocałował mnie. To też mi daje do myślenia. Może ja się odsuwałam za bardzo? Nie mogę się jeszcze dać pochłonąć. Niech tylko te momenty zostaną mi w pamięci, bo cała drżę. Gdy tak się dzieje, wiem, że to coś niezwykłego. Nawet jeśli potem to okaże się iluzją – nieważne. Teraz wiem, ile to znaczy i to się liczy.

Teraz.

Bez tytułu

W momentach największego rozczarowania, gdy wiem, że powinnam płakać i wyrywać sobie włosy ze zgryzoty, nie czuję nic. Tak się stało. Byłam zła. To dupek. Ale co z tego? Jestem szczęśliwa, że udowodnił swoją wartość tak szybko. Ba! Jestem zdania, że czasem warto popchnąć kogoś do granicy, wyzwolić silne emocje.

Chciałabym ich nie mieć.

 

(pauza)

Ludzie zawodzą. Wiemy o tym. To naturalne. A ja nikomu już nie ufam. Słucham wesołej muzyki i staram się, by moja depresja nie wessała mnie do środka. Brak łez nic nie znaczy.

Myślę o tym gdzie jestem i kim jestem. Chodzi o to, by uświadomić sobie potęgę teraźniejszości prawda? Nie myśleć o przeszłości, nie martwić się przeszłością. Oto ja. Instrument na kolanach, smutna muzyka w tle, rozmowy z przyjaciółmi, kieliszek wina obok. Jedyne środki wzmagające odporność, jakie znam.

Ej, no kurwa. Jesteś żałosny. Po tobie bym się nie spodziewała takiej zagrywki.

Bez tytułu

Chyba jestem uzależniona od alkoholu. Codzienność mnie dobija, nie walę wódy ani nic, ale w weekend czuję, że mam ochotę na wino na przykład. Lubię pochłaniać je w samotności. Potem dopadają mnie ogromne wyrzuty sumienia. To wielkie miasto przytłacza ilością osób, z którymi się zderzamy na ulicy i samotnością, która w nim drzemie. Wszyscy biegniemy przed siebie i nigdy nie potrafimy dojrzeć nic więcej.

Byłam wczoraj na randce z tym samym chłopakiem, którego poznałam tydzień temu. Było okropnie nudno. Pierwsze 15 minut uświadomiło mi, że tracę czas. Ale hej, nie będę taka powierzchowna, prawda? Postanowiłam dać mu szansę, przynajmniej do momentu, w którym poczuję zbytnie znużenie. Nie trwało to zbyt długo. Jakakolwiek merytoryczna rozmowa nie wchodziła w grę. Był spięty, lubił mówić o swojej pracy, łatwo było wyciągać z niego wszystkie informacje. I od razu pokazywał, że mu zależy. Ja nie lubię gierek, ale znam ich wartość. Wiem, że człowiek, który się w nie nie bawi albo ma asa w rękawie, albo jest pewny siebie, albo po prostu głupi. W moim odczuciu niestety tylko ostatnia opcja się sprawdziła. Zero dystansu do siebie – zero żartów. To nie ja.

Jednocześnie tęsknię za nim. Mówił, że będzie się starał częściej mnie widywać, spotykać ze mną. Nasze ostatnie spotkanie było takie wspaniałe w moim odczuciu, a on uciekł. Za blisko pozwoliłam mu podejść. A teraz tęsknię za nocą spędzoną z jego zapachem. Jakoś zakiełkowało we mnie pragnienie, by coś do mnie poczuł. Marzenie.

Muszę uciec od tych wszystkich pragnień, domysłów, a zwłaszcza mężczyzn. Psuję samą siebie.

Izolacja czy epicentrum wydarzeń?

Piątek potoczył się dość niespodziewanie. W moim planie była całonocna impreza urodzinowa, na którą bardzo nie chciałam iść. Zamiast tego ubrałam się w obcisłą czerwoną sukienkę, dodałam perfumy i pojechałam do niego.

Byłam już wcięta, bo chciałam dodać sobie odwagi alkoholem przed tymi urodzinami. Mam chyba jakieś fobie społeczne czasami, nie odnajduę się najlepiej wśród ludzi. Radzę sobie genialnie i świetnie to maskuję, ale ogółem odkryłam, że nie znoszę dotyku obcych mi osób i nadmiernej ich ilości w moim otoczeniu. Może to dlatego, że ktoś mnie próbował skrzywdzić, zaciskając mi szyję i od tamtej pory uważam na to, jak blisko ktoś podchodzi.

Bawiliśmy się genialnie, w końcu odkryłam tę chemię, której szukałam. Lubię nasze rozmowy, lubię jego komplementy i czułość. Lubię też, gdy bywa brutalny, choć nie do końca rozumiem dlaczego. Wiem, że to zabawa.

Spędziłam noc, budując z kimś bliskość, która nie ma przyszłości.

I czułam szczęście, które jest iluzją, bo wiem, że nigdy nie zbliżymy się do siebie naprawdę.

Kolejny dzień był pasmem przygód. Spędziłam czas z przyjacielem, jestem zachwycona też, że mieliśmy naprawdę głębokie rozmowy i po raz kolejny poczułam, że ktoś mnie rozumie. To było cudowne, ale czasem mam wrażenie, że to zasługa alkoholu.

Wplątałam się potem między obce mi osoby, w miejsce, gdzie nigdy nie byłam. To szalone, że się w ogóle zdarzyło, jednak takie sytuacje zawsze ciekawie mnie nastrajają. Poznałam chłopaka, który zainteresował się pijaną mną. Może lubi destrukcyjne dziewczyny. Był dla mnie dobry tamtego wieczoru, dlatego pocałowałam go, odchodząc. Ja zaczęłam, widząc w jego oczach wahanie, czy powinien to zrobić.

Lubię romantyczną wizję pożegnań – pocałunek i nigdy się już nie zobaczymy, snując wyobrażenia o wspólnej przyszłości, którą moglibyśmy mieć.

Ostatni dzień był zaskoczeniem dla mnie samej. Zdarzają się sytuacje, w których zadaję sobie pytanie kim właściwie jestem, która „ja” jest prawdziwa. Ta szalona, niespokojna, niezaspokojona, uciekająca? Czy ta pragnąca rodziny, ciepłęgo domu i spokoju?

Nigdy wcześniej go nie widziałam na oczy, moje pojęcie o nim było praktycznie zerowe. Czułam się fatalnie po imprezie dzień wcześniej, a i tak pojechałam do niego.

Był zmieszany i ogromnie zdystansowany, jednak odważnie patrzył mi w oczy, gdy siedzieliśmy obok siebie na krawędzi wanny paląc skręta. Teraz wiem, że to był błąd, bo nie potrafiłam z nim normalnie rozmawiać, nie potrafiłam przejrzeć, co w nim siedzi. A tak bardzo chciałam dowiedzieć się kim jest, bo od czasu naszej pierwszej rozmowy miałam głębokie przeczucie.

Do teraz sobie zadaję pytanie, czego to przeczucie dotyczy. Gdybym miała opisać je słowami, powiedziałabym, że czuję tak, jakbym znała go od zawsze. Nie od lat – od zawsze. Albo, że on odegra jakąś ważną rolę w moim życiu. Wiem, że czułam się przy nim bardzo swobodnie i cieszy mnie, że nie próbował się do mnie dobierać. żałuję tylko, że on nie czuł się równie swobodnie przy mnie.

Nie mam pojęcia, co się wydarzy, cierpliwie obserwuję bieg wydarzeń z pewnego dystansu. Zauważyłam, że wbrew temu, co dotychczas wiedziałam o ludziach, to nie ciągną oni do spokojnych, poukładanych osób. Zdecydowanie częściej szukają kontaktu, gdy poznają mnie z najgorszej strony, ze strony o której nawet ja nie miałam pojęcia.

 

__________

Jak to jest, że z niektórymi ludźmi dyskusja nie ma żadnego znaczenia? Przekrzykujemy się, próbując wyjaśnić własne racje. Z mojej perspektywy wygląda to tak: jest problem. Inicjuję rozmowę, gdy zaczynam się męczyć. Zażartuję, próbuję wprowadzić względnie neutralną atmosferę. Kilka wdechów i na spokojnie mówię, co mnie wyprowadza z równowagi. Zazwyczaj spotykam się z odbiorem: ok, rozumiem. Mój punkt widzenia przedstawia się następująco: …

A dzisiaj? Chyba rozmówczyni była kilka poziomów niżej. Odbijała jak piłeczkę ping-pongową wszystko, co do niej mówiłam. Nie rozumiem. Dyskusja to nie jest walka. To szukanie wspólnych kompromisów, a nie wygranej.

Praca z ludźmi mnie niszczy. Niszczą mnie ich emocje. Strasznie ciężko mi być wśród nich, bo mają na mnie za duży wpływ. Chcę się od tego uwolnić.

ekscytacja

To wszystko jest jedną wielką amplitudą wlotów i upadków. Teraz jestem na szczycie, tak myślę. Przynajmniej czuję się dobrze emocjonalnie. Miałam fatalny okres, strasznie ciężki przez nawał pracy, wycofanie społeczne i brak jakiegokolwiek relaksu.

Teraz czuję, że wszystko mam pod kontrolą, układa się. Pracowałam ciężko, na ten moment nie muszę nic. Odstawiłam alkohol i zielone, nie potrzebuję bodźców na poprawę nastroju. Zaczynam powoli… może nie do końca jeszcze, ale powoli, dobrze czuć się sama ze sobą.

Muszę pogodzić się z byciem przeciętną. Ale jednego nikt mi nie zabierze. Odwagi i pazurów, które wyciągam, by realizować marzenia.

Dzisiaj spontanicznie kupiłam bilet do Paryża. Pierwszy raz polecę sama tak daleko. Jestem podekscytowana. Pamiętam ostatnią taką podróż, do Rzymu, z moim ukochanym. Było cudownie.

Ciekawe jak będzie w pojedynkę. Boję się, ale zrobię to. Czas poszerzyć horyzonty. Poza tym Paryż – ville de l’amour. Może stanie się cud.

Bez tytułu

Patrzę w lustro, oczy mam małe i czerwone. Fizycznie czuję się troszkę śpiąca. Psychicznie – chyba dobrze? Nie czuję nic, jednak myśli urywają mi się wpół zdania. Nie jest to bynajmniej wynik płaczu, bo moje oczy są suche od dawna.

Wiedziałam, że kolejna porażka czekała na odpowiedni moment. Czerpałabym z niej doświadczenie, gdybym wiedziała, co było jej przyczyną. Jednak szczerość jest na wagę złota. Wszyscy kłamią, oczy im świecą z każdym kolejnym wypowiadanym kłamstwem – może sami już w nie wierzą. Ja nie, ale wciąż się łudzę, że coś się zmieni i uważnie obserwuję.

Myślałam, że miłość jest piękna, zwłaszcza w swej zróżnicowanej formie. Głupia byłam jak but. Miłość nie istnieje. Liczy się tylko interes.

Myślałam, że miłość ma największe znaczenie w życiu i że dodaje mu najwięcej wartości. Najlepsze jest to, że mam to teraz w dupie.

Bez tytułu

Niesamowicie łatwo jest być samotnym wśród ludzi. Może to jakieś zaburzenie psychiczne – chroniczna samotność – ale nie potrafię poczuć z nikim więzi emocjonalnej. Czy to wynika z moich oczekiwań względem kogoś? Jestem załamana. Nie chcę poświęcenia, chcę zainteresowania. Potrzebuję dużo uwagi, wiem o tym. Te krótkie momenty, gdy mam kogoś obok siebie i próbuję na niego przelać wszystko, wszystko, wszystko… Może przytłaczać. Staję się ciężarem. Potok słów i myśli zalewa towarzysza, który nie może uciec, ale już pewnie nie odezwie się, bo nie wie, co powiedzieć. A dla mnie zbawienna jest ta chwila wyobrażenia, że może go interesuje mój obecny stan ducha. Nie chodzi o to, że wylewam żale. Staram się nie. Raczej moje wszystkie przemyślenia wychodzą na wierzch.

Ale to są momenty. Mam tak długi czas, a potem się zacinam. Wśród przyjaciół nawet nie wiem, co powiedzieć. Jest okazja i czuję, że powinnam się odezwać. To jakaś nowość, nie znajduję słów. Uświadamiam sobie, że to dlatego, że byłam tak długo zamknięta w swojej głowie, że nie wiem co powiedzieć. Normalna konwersacja nie wchodzi w grę. Może to kwestia presji. Tylko, że ja się nią nie przejmuję przecież.

Nie przejmuję się opinią innych. Lubię robić to, co mi się podoba. Szanuję czyjeś zdanie. Chcę być sobą w zgodzie z innymi. Tylko, że taki rodzaj harmonii nie wchodzi w grę, nie z mojej winy.

Dlatego znajdę ciche miejsce, gdzie nikt mnie nie znajdzie.

Emocjonalny ćpun

Oddycham powoli, nie analizuję. Nie czuję rozpierającego mnie szczęścia, tylko narastające powoli zielone światełko z przyzwoleniem, by pozwolić sobie na odrobinę więcej. Czuję się tak, jakbym stąpała po pokruszonym lodzie – idąc wolnym krokiem, nie robię sobie krzywdy. Gdybym chciała przebiec, pewnie bym krwawiła.

Nie jestem ufna, ale też nie poddaję się wyobraźni. Nie jestem też w stu procentach w porządku. Spotkałam się z kolejnym chłopakiem. Zaznaczyłam, że to nie może być randka. Mamy być przyjaciółmi, chciałam być fair. Przystał na to.

Dlaczego więc sam sobie zaprzeczył? Czarował słowami i spojrzeniami. Zapłacił za mnie. Opiekuńczo i delikatnie chwytał mnie za ramię, lekko obejmował w talii, gdy mnie przepuszczał. Obejrzeliśmy film podczas którego przez dwie godziny mnie obejmował. Układałam w głowie odmowę, jednak słowa nie przeszły mi przez gardło. Może dlatego, że mi się podobało.

W końcu film się skończył, rozmawialiśmy. Zbliżył twarz i patrzył w oczy, czułam, że zanosi się na pocałunek. Przypomniałam o umowie. Jednak i tak spróbował. Muśnięcie i się odsunęłam. Powiedziałam, że się spóźnił.

Wiedział o tym. Sam dokładnie opisał sytuację, w której mieliśmy się spotkać. Mówił, że jestem urocza i że cudownie się na mnie patrzy. Moja niska samoocena jest strasznie łakoma takich słów i zainteresowania. Dwuletni związek z oschłym i  wymagającym człowiekiem dał mi w kość. Przez dwa lata nie otrzymałam tak czułych spojrzeń jak przez ostatnie dwa miesiące od wielu mężczyzn. Uwielbiam czuć na sobie ich ciekawość, napięcie seksualne, wyobrażenia. Może niewiele ma to wspólnego z samą mną, ale daje mi to niezłego kopa.

Chyba jestem ćpunem emocjonalnym.